adios!
[nowe wszystko, nowe nowiuśkie. stare zaśmieca, brudzi po kątach. stare zostawiamy! ach! witaj nowe witaj!]
/zdjęłam się z emisji tutaj. over!
ruaa 2008-10-16 22:59:34
[cisza]
szeptem.
ale ja dalej boję się miłości.
ruaa 2008-10-16 19:45:31
[cisza]
bo 'całe życie z debilami!'
waść Pan raczy wybaczyć nieobecność mej damy na waść Pana przyjęciu urodzinowym.
powodem owej nieobecności jest zaawansowana dysfunkcja mojego mózgu. zabieram Laurze czas, który to owa brązowowłosa powinna poświęcić nauce. jakoże zbliżają się sądne dni na jej alma mater uważam, że rozwiązaniem godnym uwagi jest spędzenie jutrzejszego wieczoru przy książkach.
wyrażam przekonanie iż waść Pan będzie łaskaw przychylnie spojrzeć na moją prośbę i nie posuwać się do represji na niewiaście A*****.
z wyrażami szacunku i urodzinowym pozdrowieniem,
książę niedzwiedzi Adam II Soczysty
nieznaczne uchybienie w prawach autorskich.
ale musiałam.
no musiałam.
ruaa 2008-09-15 22:30:15
[cisza]
so maybe I'll take two or three
until I believe what I have seen is really happening.
drama queen
ruaa 2008-09-15 22:04:30
[cisza]
shine.
zawsze byłam druga.
zawsze.
te mniej kluczowe kwestie rozwiązywałam z pozycji lidera, ale gdy co do czego dochodzi... o nie, na pewno nie ja.
może problem tkwi w umiejscowieniu łechtaczki?
miejsce łatwiejsze w lokalizacji zapewne zniwelowałoby to straszne uczucie frustracji.
tak, ale po co krążyć po orbicie marzeń? po prostu nie dojdę. zawsze druga.
z ufnością niemojego dziecka przeglądam i zaglądam,
i z dokładnością pani w dziekanacie porównuje i analizuje.
a gdzieś pośrodku w piździec wielka dziura. we mnie.
no i masz człowieku swoją naiwność... oddaje.
wsadź ją sobie.
i dojdź.
pierwszy.
bo ja nawet z naiwnością dojdę druga. o ile w ogóle.
ojcze, już nie strzeż. to gówno da.
ruaa 2008-08-30 22:55:43
[cisza]
shy.
tak
w tym miejscu
coś miało być
zapewne
ale
zawsze ale
pierdolnęło
o ściane
i nie chce mi się
posprzątać
strzeż mnie ojcze.
ruaa 2008-08-30 19:28:18
[cisza]
'a ja jestem, proszę Pana na zakręcie'
kupiłam fabrykę soli, w nadzieji za nadzieją, że któregoś dnia odnajdę przyjaciela, zabiję, nafaszeruję kryształkami jodowanej z ziołami i postawię na półce.
i będę sobie z nim rozmawiać, użalać się nad swoim losem, opowiadać o tych wszystkich szaleństwach młodości, i takie tam inne sprawy.
co ja tu zanudzać będę.
[papieros od papierosa]
codziennie po przebudzeniu powtarzam sobie moją mantrę
nieufajnieufajnieufajwstańztegołóżkainieufaj!
z zaufaniem to taka śliska sprawa. nie wypchałam przyjaciół, nawet martwi mają uszy.
drzwi od kibla są lepszym powiernikiem.
i gdy tak siedzę i rozpaczam nad egzystencjalną nicością, ktoś ciągle puka i nie daje się skupić.
i wali i szarpie klamkę i kopie.
człowiek nawet spokojnie pomyśleć nie może.
poleciała muzyka.
dokładnie to samo.
tak samo.
w tym samym.
z tego samego.
to alkohol, może, nie wypiłam dużo, ale wymieniliśmy z drzwiami kilka grzeczności.
wyszłam.
i teraz stoję.
rozglądam się.
majaczy w oddali zarys sylwetki.
podejśc do niej...?
(a gdzieś tam, pomiędzy uszami, coraz ciszej szumi
'nieufajnieufajnie...')
ruaa 2008-08-03 00:03:46
[cisza]